
Kiedy dorosłe dziecko zaczyna widzieć, że relacja z rodzicem nie była zdrowa
Czasami to zaczyna się od jednej sytuacji. Może od rozmowy z kimś, kto mówi:
"To, co opowiadasz o swojej mamie, nie brzmi normalnie."
Może od filmu, książki albo podcastu. Może od terapii. A może od własnego dziecka. Patrzysz wtedy na swoje dziecko i nagle przypominasz sobie siebie w jego wieku. I po raz pierwszy pojawia się pytanie: "Czy to naprawdę było normalne?"
Zaczynasz wracać pamięcią do różnych sytuacji. Do słów, które wtedy wydawały Ci się zwyczajne. Do krzyków, krytyki, ciszy, która była karą i słów "nie odezwę się do ciebie bo na to nie zasługujesz".
Do momentów, w których przepraszałaś, choć nie wiedziałaś właściwie za co. Do sytuacji, w których czułaś się odpowiedzialna za to, czy mama będzie zadowolona. Czy tata się nie zdenerwuje. Czy w domu będzie spokój. I nagle zaczynasz widzieć coś, czego wcześniej nie widziałaś.
Może problem nie zawsze był we mnie.
To odkrycie potrafi być jednocześnie ogromną ulgą i początkiem bardzo trudnego okresu.
Bo zaraz po nim często pojawia się kolejne pytanie. "Skoro zaczynam rozumieć, że to nie była tylko moja wina, dlaczego nadal tak bardzo czuję, że była?"
- Dlaczego, nawet kiedy ktoś Cię krzywdzi, pierwszą myślą nadal jest: "Co ja zrobiłam nie tak?"
- Dlaczego analizujesz każdą rozmowę?
- Dlaczego zastanawiasz się, czy nie przesadziłaś?
- Dlaczego czujesz potrzebę przeprosin, nawet kiedy wiesz, że masz prawo być zraniona?
- I dlaczego tak trudno uwierzyć w to, że być może jako dziecko wcale nie byłaś problemem, którym przez lata Cię nazywano?

Bo przez długi czas szukanie winy w sobie mogło być sposobem na przetrwanie
Dorosły człowiek może spojrzeć na trudną relację i powiedzieć:
"Ta osoba zachowuje się wobec mnie krzywdząco."
Dziecko jest w zupełnie innej sytuacji. Rodzic nie jest dla niego po prostu jedną z wielu osób. Jest jego światem. Od rodzica zależy poczucie bezpieczeństwa, opieka, akceptacja i bardzo często samo poczucie tego, kim dziecko jest. Dlatego dziecku może być niezwykle trudno dopuścić do siebie myśl: "Osoba, której potrzebuję, nie daje mi bezpieczeństwa."
Znacznie łatwiej, choć w dłuższej perspektywie bardzo boleśnie, jest pomyśleć: "To ja muszę coś zrobić inaczej."
- Jeżeli mama jest zła, może powinnam być grzeczniejsza.
- Jeżeli tata mnie ignoruje, może powinnam bardziej się starać.
- Jeżeli rodzic mnie krytykuje, może naprawdę jestem zbyt trudna.
- Jeżeli mówi, że jestem egoistyczna, może powinnam mniej chcieć.
- Jeżeli słyszę, że przesadzam, może naprawdę nie powinnam tak czuć.
Dziecko zaczyna więc szukać rozwiązania w sobie.
Nie dlatego, że jest winne. Ale dlatego, że ma nadzieję, że jeżeli znajdzie w sobie błąd i go naprawi, relacja wreszcie stanie się bezpieczna. To bardzo ważne.
Bo być może to, co dzisiaj nazywasz nieustannym obwinianiem siebie, kiedyś było Twoim sposobem na odzyskanie choć odrobiny kontroli.
"Jeżeli to moja wina, to może mogę to naprawić"
To jeden z najtrudniejszych mechanizmów do zauważenia.
Dla dziecka myśl: "Mój rodzic zachowuje się wobec mnie w sposób, którego nie jestem w stanie kontrolować" może być przerażająca.
Myśl: "To przeze mnie" jest bolesna. Ale może dawać coś jeszcze. Nadzieję.
Bo skoro to przeze mnie, to może mogę się zmienić.
- Mogę być lepsza.
- Cichsza.
- Grzeczniejsza.
- Mniej wymagająca.
- Bardziej pomocna.
- Bardziej wdzięczna.
- Mogę nauczyć się przewidywać nastrój rodzica.
- Wiedzieć, kiedy mówić.
- A kiedy milczeć.
- Wiedzieć, czego nie poruszać.
- Co zrobić, żeby nie było awantury.
- Co powiedzieć, żeby nie zostać odrzuconą.
Z czasem może powstać bardzo głęboko zakorzenione przekonanie:
"Jeżeli coś jest nie tak w relacji, muszę najpierw sprawdzić, co ja zrobiłam źle."
I właśnie dlatego dzisiaj możesz wiedzieć, że ktoś zachował się wobec Ciebie niesprawiedliwie, a mimo to niemal automatycznie zaczynasz analizować siebie.
Nie dlatego, że faktycznie jesteś odpowiedzialna.
Ale dlatego, że Twój umysł przez wiele lat nauczył się, że bezpieczeństwo zależy od tego, czy odpowiednio wcześnie znajdziesz swój błąd.
Możesz już widzieć prawdę i nadal nie umieć jej poczuć
To, że dzisiaj rozumiesz coś intelektualnie, nie oznacza jeszcze, że emocjonalnie przestało to na Ciebie wpływać.
Możesz przeczytać dziesiątki artykułów.
Możesz rozpoznać wzorce.
Możesz powiedzieć:
"Tak, moja matka podważała moje emocje."
"Tak, mój ojciec sprawiał, że czułam się odpowiedzialna za jego nastrój."
"Tak, bardzo często byłam obwiniana."
A następnego dnia odebrać telefon i po jednej rozmowie znowu pomyśleć:
"Może jednak to ja jestem problemem."
To nie znaczy, że niczego nie zrozumiałaś. Nie znaczy, że "wiesz, ale nie chcesz się zmienić".
Oznacza, że pewne sposoby myślenia mogły powstawać przez całe dzieciństwo. Przez setki, a czasem tysiące małych sytuacji. Nie zawsze były to wielkie dramatyczne wydarzenia.
Czasem były to pozornie drobne komunikaty powtarzane przez lata:
- "Nie przesadzaj."
- "Jesteś zbyt wrażliwa."
- "Z tobą zawsze są problemy."
- "Zobacz, co przez ciebie zrobiłam."
- "Gdybyś mnie kochała, to byś…"
- "Wszystko bierzesz do siebie."
- "Źle to pamiętasz."
- "Nigdy nie można ci nic powiedzieć."
- "Byłam dla ciebie za dobra i teraz jesteś taka."
- "Wszystko dla ciebie poświęciłam i taką mam zapłatę?"
Po latach człowiek może przestać słyszeć te zdania jako głos rodzica.
Zaczyna słyszeć je jako własne myśli. I właśnie dlatego czasem tak trudno rozpoznać, że ten wewnętrzny głos, który mówi: "To pewnie twoja wina" nie jest obiektywną prawdą.
Może być głosem relacji, w której przez lata uczono Cię, że za wszystko powinnaś brać odpowiedzialność.
Dlaczego tak trudno uznać, że rodzic mógł Cię krzywdzić?
Bo pojawia się kolejna trudna myśl:
- "Ale przecież moja mama też czasami była dobra."
- "Przecież mnie przytulała."
- "Przecież robiła dla mnie obiady."
- "Przecież czasami bardzo się starała."
- "Moi rodzice pracowali na rodzinę."
- "Mój ojciec się ze mną bawił"
- "Przecież czasem było fajnie"
- "Przecież jeździliśmy na wakcje"
- "Przecież moja mama jest tak szanowana i wszyscy mówią że jest taka dobra"
- "Przecież wszyscy zazdroszczą mi takiego taty"
I właśnie tutaj wiele dorosłych dzieci zatrzymuje się. Bo chcą znaleźć jedną prostą odpowiedź.
Albo rodzic był dobry albo był zły. Albo dzieciństwo było szczęśliwe, albo traumatyczne.
Tymczasem rzeczywistość bardzo często jest znacznie bardziej skomplikowana. Rodzic mógł Cię kochać i jednocześnie Cię ranić.
Mógł mieć własne traumy i jednocześnie nie radzić sobie z emocjami.
Mógł czasami być ciepły, a innym razem chłodny, krytyczny lub kontrolujący.
Zrozumienie tego nie wymaga demonizowania rodzica. Nie chodzi o znalezienie dowodów na to, że był "potworem". Chodzi o coś znacznie ważniejszego:
o pozwolenie sobie na uznanie własnego doświadczenia.
Możesz powiedzieć: "Były między nami również dobre chwile. I jednocześnie były rzeczy, które mnie raniły." Jedno nie unieważnia drugiego.
Dziecko uczy się dostosowywać do relacji
Człowiek może nauczyć się dostosowywania do nieprzewidywalności, krytyki i emocjonalnej zmienności drugiej osoby, w wypadku dziecka, które w sposób naturalny uczy się przez naśladowanie, obserwacje i dostosowanie swojego zachowania, dzieje się to nadzwyczaj płynnie, szybko i...długotrwale.
Dziecko zaczyna obserwować.
Skanować otoczenie.
Przewidywać.
Dostosowywać się.
Próbuje zrozumieć:
- W jakim mama / tata jest dzisiaj nastroju?
- Czy mogę teraz coś powiedzieć?
- Czy lepiej się nie odzywać?
- Co zrobiłam, że jest na mnie zła/zły?
To ostatnie pytanie może zostać z człowiekiem na bardzo długo. I później pojawia się już niemal automatycznie. Ktoś nie odpisuje. "Co zrobiłam?"
Partner jest zdenerwowany. "To przeze mnie?"
Przyjaciółka zachowuje się chłodno. "Czy ją czymś uraziłam?"
Szef mówi, że chce porozmawiać. "Co zrobiłam źle?"
Zanim jeszcze pojawią się jakiekolwiek fakty, umysł zaczyna szukać winy w Tobie. Bo kiedyś nauczył się, że właśnie tak należy reagować.

A co, jeśli zaczynasz widzieć, że przez lata obwiniałaś siebie za coś, za co nie byłaś odpowiedzialna?
To może być bardzo bolesny moment. Bo razem z ulgą może pojawić się żal, złość, smutek. A czasem nawet poczucie winy za to, że w ogóle zaczynasz inaczej patrzeć na własnego rodzica.
Możesz myśleć:
- "Może jestem niewdzięczna."
- "Może powinnam już to zostawić."
- "Przecież to było dawno."
- "Może inni mieli gorzej."
Bardzo często też w takich sytuacjach, gdy właśnie zaczynasz stawiać sobie te pytania, jednocześnie stawiając granice, ich różne wersje możesz także usłyszeć od swojego rodzica. Wtedy automatyczniej może być Ci trudniej bo pojawiają się dobrze znane Ci schematy. Ale próba zrozumienia własnego dzieciństwa nie jest zdradą rodzica. Nie jest atakiem. Nie jest próbą odebrania mu całego dobra, które mogło istnieć. Jest próbą odpowiedzenia sobie na pytanie:
"Dlaczego dzisiaj tak trudno mi ufać sobie?"
"Dlaczego tak łatwo biorę odpowiedzialność za innych?"
"Dlaczego czuję się winna, nawet kiedy wiem, że nie zrobiłam nic złego?"
I być może najważniejsze pytanie:
"Czy to poczucie winy rzeczywiście mówi mi prawdę o tym, co zrobiłam, czy tylko powtarza coś, czego nauczyłam się bardzo dawno temu?"
Nie każde poczucie winy oznacza, że jesteś winna
Być może właśnie teraz zaczynasz uczyć się czegoś, czego jako dziecko nie mogłaś się nauczyć.
Zanim automatycznie powiesz: "To moja wina"
możesz spróbować zatrzymać się na chwilę i zapytać:
- Co właściwie się wydarzyło?
- Za co konkretnie jestem odpowiedzialna?
- Za co odpowiedzialna jest druga osoba?
- Czy naprawdę zrobiłam coś złego, czy po prostu ktoś jest niezadowolony z mojej granicy?
- Czy czuję winę dlatego, że kogoś skrzywdziłam, czy dlatego, że pierwszy raz nie próbuję ratować wszystkich wokół?
To nie są łatwe pytania.
Zwłaszcza jeżeli przez większość życia odpowiedź była automatyczna. "To ja."
Ale być może właśnie tutaj zaczyna się coś nowego. Nie wtedy, kiedy przestajesz czuć poczucie winy. Ale wtedy, kiedy przestajesz automatycznie wierzyć, że ono zawsze mówi prawdę.
Bo być może przez wiele lat szukanie winy w sobie nie było dowodem na to, że rzeczywiście byłaś winna. Może było strategią dziecka, które próbowało zrozumieć relację, nad którą nie miało żadnej kontroli.
A dzisiaj, jako dorosła osoba, możesz zacząć powoli zadawać sobie inne pytanie. Nie: "Co ze mną jest nie tak?"
Ale:
"Co wydarzyło się w tej relacji, że przez tyle lat pierwszą osobą, którą obwiniałam, byłam właśnie ja?"
